Godzilla od twórców Scooby-Doo

 Pewnie wiecie, że Ameryka ma swoje wersje Godzilli. Ale czy wiedzieliście, że miała także animowaną wersję? (w sumie to nawet dwie, ale o tym kiedy indziej). W latach 1978-1979 wyemitowany został serial animowany o przygodach króla potworów za który odpowiadało studio Hanna-Barbera. Tak, ta sama wytwórnia, która odpowiada chociażby za Flinstonów, Jetsonów, czy znanego wszem i wobec Scooby-Doo. Hanna-Barbera tworzyła tą animację na licencji właściciela praw do postaci potwora, czyli japońskiego studia Toho, jednakże nie udzieliło ono pełni praw do wykorzystania Barberze, przez co musiano stąpać po cienkim lodzie, ale o tym za chwilę. W sumie powstały 2 sezony na które składały się 26 odcinków. Za reżyserię pierwszego sezonu odpowiadali Ray Patterson i Carl Urbano, natomiast drugiego Oscar Dufau i George Gordon. Musykę stworzył zaś Hoyt Curtin, autor muzyki do naprawdę wielu produkcji Hanny-Barbery. W Polsce kreskówka była emitowana na TVP 2 w bloku „Godzina z Hanną-Barberą” Historia opowiada o załodze naukowców statku „Calico”. Kapitanem statku jest Carl Majors, reszta załogi to Dr. Quinn Darien, jej siostrzeniec Pete Darien i jej asystent badawczy Brock Borden. Członkiem załogi jest też Gadzooky, o wiele mniejszy, latający i infantylny kuzyn Godzilli, który kiedy nie wzywa swojego większego krewniaka na pomoc to stanowi element komiczny serialu. Fabuła kreskówki jest stosunkowo prosta. Załoga „Calico” przybywa do pewnego miejsca aby przeprowadzić badanie, po przybyciu napotykają zagrożenie najczęściej w postaci gigantycznego potwora. Wtedy grupa za pomocą specjalnego sygnalizatora przywołuję Godzillę, który w tej wersji jest bohaterem i obrońcą ludzkości w przeciwieństwie do większości filmów. Godzilla dzięki swojej sile szybko rozprawia się z zagrożeniem, a następnie powraca w morskie głębiny. Wspomniałem że Hanna-Barbera musiała stąpać bo cienkim lodzie praw autorskich. Z tego względu wygląd Godzilli musiał przejść znaczące zmiany. Dostajemy tutaj zielonego gada ziemno-morskiego o uproszczonej kreskówkowej sylwetce. Nie można było użyć też klasycznego ryku godzili, więc zamiast dźwięku uzyskanego za pomocą przeciągania strun kontrabasy w rękawicy pokrytej żywicą, dostaliśmy gardłowy ryk i warkot aktora Teda Cassidy’ego, znanego chociażby z roli Lurcha w serialu „Rodzina Adamsów” z lat 60-tych. Niedostępna była też charakterystyczna umiejętność króla potworów, jaką było zianie niebieskim radioaktywnym promieniem o wielkiej niszczycielskiej mocy, a w zamian Godzilla ział ogniem jak smok. Braki spowodowane brakiem praw autorskich trzeba było wypełnić oryginalnymi pomysłami, dlatego też Godzilla zyskał w tej wersji moc strzelania laserami z oczu, z tego co wiem żadna inna inkarnacja tej postaci nie dysponuje takową. Wymyślono także kompletnie nowych rywali Godzilli, choć lepiej pasuje tu określenie „potwory tygodnia”. I tak Ghidorę, Rodana czy Mothrę zastąpili chociażby Firebird, Earth Eater czy Axor. Jako że była to kreskówka Hanny Barbery skierowana do młodszego widza nie można w niej było pokazywać scen niszczenia miast i śmierci ludności, z tego samego powodu walki Godzilli z innymi potworami były uproszczone i pozbawione brutalności. Potwory odpychały się, wyrzucały w powietrze, siłowały się, używały na sobie mocy nie zadając sobie widocznych obrażeń. Serial był robiony w charakterystycznym stylu Hanna Barbery z powtarzalnymi animacjami, efektami dźwiękowymi i prostą narracją. Dzisiaj można go obejrzeć na różnych stronach w internecie, ewentualnie istnieją kasety z VHS z odcinkami nagranymi na nie podczas emisji oraz płyty DVD. Nie zdobyło on dużej przychylności ani rozpoznawalności (skasowano go po dwóch sezonach), jednakże dla wielu młodych osób było to pierwsze zetknięcie z królem potworów, ten fakt należy tej produkcji oddać.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Post powitalny

Struś Pędziwiatr nie jest strusiem!